![]()
cosmo
"jak najdalej stąd, jak najdalej chcę biec..."
11.08.2008 :: 19:47 Komentuj (3)
Poniżej kilka wpisów z kilku tygodni wakacji. Każdy opatrzony datą. Zapisane na dysku doczekały się swojej publikacji. Część tego to naprawdę luźne wątki. Całość bez większego ładu i składu, dość chaotyczna. No cóż…jednak jest to jakiś obraz pana cosmo.
18.07.2008 02:45 AM
Temperatura 97stopni Farenheita, wilgotność 73%, zachmurzenia brak. Kolejny upalny, wakacyjny dzień… Tak mniej więcej było rok temu. Grzałem dupsko za Oceanem i prowadziłem naprawdę beztroski żywot o tej porze. Nie było problemów, nie miałem się czym martwić. Była tylko praca i czas wolny.
A co jest teraz? Pada. Zaczynając od pogody, to ta się popsuła. Ale nie tylko pogoda nie jest taka jak być powinna. Więcej rzeczy jest takich, jakimi nie miały być.
Oczywiście w tym roku nie planowałem wyjazdu do Stanów. W tym roku miała być tylko Europa. No i w sumie jest. Jestem w Europie. Ale jestem też nadal w Polsce. I już nie wyjadę w te wakacje. Wyjazd do pracy w Holandii nie doszedł do skutku. Potwierdziło się tylko, że jak sam sobie czegoś nie załatwisz, to nikt inny tego za Ciebie nie zrobi. Koniec z agencjami i innymi takimi. W przyszłym roku jeśli tylko nie będę miał stałej, sensownej pracy to lecę za Ocean. Nie ma bata. Chyba, że pech mnie nie opuści i to też nie dojdzie do skutku. W sumie konkretnie to nie ma co planować. Ale wizję pewną warto mieć.
Zatem co? No jestem w Polce. Ale tu też nie jest idealnie. Zostałem odcięty niemal całkowicie od internetowego świata. Czasami dorwę jakiś Internet chwilowo, albo włączę go w komórce. Poza tym dupa. Pracy też nie mam. Poza pomocą w remoncie u siostry nic nie wypaliło. Zostałem za to mistrzem gry w Scrabble – na 5 meczy rozegranych do tej pory wygrałem…5! To chyba jedyne co mi się ostatnio udaje.
W sprawach męsko – męskich zastój raczej. Poznałem kogoś jakiś czas temu. Spotkaliśmy się na początku wakacji. Potem tylko gadu czy telefon… od kilku dni milczy. Odezwałem się dwa czy trzy razy i nic – więc pieprzę to. Bo niby ile można się upokarzać. Mimo, że zajebiście mi się podoba, jest przystojny i w ogóle uch i ach, to przecież wygląd nie jest wszystkim. Jasne, że facet musi się podobać. Ale trzeba też z nim móc i umieć porozmawiać na niemal każdy temat. A w tym przypadku rozmowy średnio wychodzą. I teraz jeszcze to. No cóż… Mówi się trudno.
Z kasą cienko. Na żadne wakacje nad morzem, w górach czy jakimś mieście się nie zanosi. Nie ma szans niestety. Przecież puszczać się nie zacznę. Idę za to na wesele. Nie moje co prawda, ale jako osoba towarzysząca. Nie przepadam za tego typu imprezami – w tym roku prawdziwy wysyp, 6 wesel mam. Byłem na jednym i pójdę jeszcze na to jedno. Reszta mnie nie obchodzi. Można znaleźć zdecydowanie lepsze rozrywki, albo już nawet nudzić się w domu niż brać udział w tego typu szopce.
Tyle na dziś.
25-07-2008 10:44 PM
Jutro wspomniane ostatnio wesele. Nie mam zbyt wielkiej ochoty, żeby na nie iść. Nie chcę pić alkoholu, bo to nie lekarstwo na problemy, które ostatnio narastają, a od kilku dni piłem codziennie. Niedużo, ale jednak piłem. Dziś wolne od procentów, ale jutro to wesele no i znowu pił będę.
A nastrój kiepski. Bardzo kiepski. Wkurwia mnie cały świat, denerwuję się byle głupotą, a otoczenie niekoniecznie jest sprzyjające. Coś mi się wydaje, że zbyt często potwierdza się powiedzenie, że z rodziną dobrze to się tylko na zdjęciu wychodzi. Rozczarowania, rozczarowania, rozczarowania. Co tu dużo mówić – zawiodłem się i tyle. A kiedy podpada jedna osoba, dostaje się całemu otoczeniu. Jestem nerwowy, zbyt nerwowy. Czasem mam olbrzymią ochotę wszystkim wykrzyczeć co o nich myślę. Szczerze i bez zahamowań. Ale nie mogę tego zrobić. To zakończyłoby się ostracyzmem. Nie jestem jeszcze na tyle „silny”, żeby móc sobie na to pozwolić. Ale o tym, że jestem pedałem chciałbym wykrzyczeć już teraz. To nade mną wisi i czuję w kościach, że wkrótce zawiasy nie wytrzymają i się oberwie. Że rodzina się dowie. W tym momencie już chyba nawet nie zależy mi na ich reakcji, w sensie czy im to będzie pasować czy nie, czy ktoś się odwróci bądź zmieni nastawienie do mnie. Męczy mnie co innego – sam moment powiedzenia. Tego się boję. Nie wiem jak to zrobić. Nie chciałbym żadnej szopki w stylu płaczu, lamentu, przytulań i innych takich. Po prostu chciałbym powiedzieć i wyjść bądź wrócić do wykonywanej czynności. A ich reakcja na mój coming out: wiemy lub OK. Tyle. Niczego więcej nie oczekuję. Poza tymi wakacjami, które potoczyły się inaczej niż zaplanowałem nie mieszkam z rodziną. Widzimy się kilka razy w roku, dlatego jakoś ich ewentualna niechęć czy niezadowolenie nie byłyby jakoś specjalnie dla mnie odczuwalne.
Jednak jeszcze nie powiedziałem. Nie wiem kiedy to zrobię. Jak to zrobię. Na razie mam wybuchowy okres i tyle. Nie układa się po mojej myśli. Zbyt wiele się pieprzy. Czy to wina tego cholernego lustra, które zbiłem w maju? Jeszcze mi się klawisz „Y” coś dziwnie wciska, a gwarancja na laptopa kończy mi się początkiem września. Szkoda mi go teraz oddawać i znowu się na ten cyrk z serwisem HP nastawiać.
Poza tym mam od jakiegoś czasu dziwne sny. Może nie tyle układają się w jakąś całość, ale wg jakichś tam senników czy innych znaczeń zapowiadają coś raczej niedobrego. W marcu miałem jeden tylko z tego rodzaju snów i jestem 10tysięcy w plecy. Teraz…aż strach się bać!!
No i jeszcze jedna rzecz dziś – taka klamra. Poprzedni wpis zaczynałem od zeszłorocznego pobytu w Stanach i marzeniu o powrocie tam w przyszłym roku. Rozmawiałem ze stroną amerykańską w ostatnich dniach i coś czuję, że na dzień dzisiejszy nawet nie mam co myśleć o locie Boeingiem za Atlantyk. Choć kto wie – nic mnie już nie zdziwi chyba. Ale nauczyłem się też nie mówić ‘nigdy’…
Powoli zaczynam mieć wszystkiego dość. Tym razem wątek mężczyzn podaruję sobie.
31/07/2008 12:31 PM
Heh mój zabijający spojrzeniem nastrój się dezaktywował na jakiś czas. Nie wiem na jak długo, zapewne na krócej, niż się mi i komukolwiek wydaje, ale jestem w miarę pokojowo nastawiony do otoczenia.
Zacząłem pracować nad opalenizną, tzn. yyy nad jakąś pamiątką z wakacji oraz coś nie coś nad tężyzną fizyczną. W końcu! W zeszłym roku bardzo ciężko wypracowałem całkiem przyzwoity efekt i potem wszystko zmarnowałem. Teraz muszę zaczynać od początku, ale może w końcu uda mi się od jesieni regularnie na siłownie zacząć chodzić?? We’ll see.
Być może to zasługa pogody, że mam lepszy obecnie nastrój. A może to dzięki temu weselu, na które nie chciałem iść, a bawiłem się na nim tak dobrze. Może to jednak całkowicie coś innego. Pewne rzeczy źle odebrałem, postanowiłem teraz zmienić do nich podejście. Co to da? Się okaże rzecz jasna. No ale może już w końcu nadeszła pora stabilizacji i względnego spokoju. Zbliżam się do półmetka wakacji, dlatego z wielką nadzieją liczę na to, że druga połowa będzie zdecydowanie lepsza! A dlaczego już mówię o półmetku? To przez zawalony egzamin. Poprawka na początku września, więc kilka dni wypada. A potem już ciężko będzie mówić o wakacjach (w pewnym sensie rzecz jasna).
Nie cierpię dzieci, nie znoszę ich, mam dość. Szczęście, że nie będę ojcem. Szczęście nie tylko dla mnie, ale też dla nich. Wiem, że byłbym wymagający i surowy – nie rozpieściłbym, tylko trzymał krótko, bo potem trudno sobie z takimi poradzić.
Chłopak… chłopak o którym już wspominałem. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Jeśli nic się nie zmieni to pewnie spotkamy się w ten weekend, ale co raz bardziej nie mam do niego przekonania. Jestem beznadziejny, bo pewnie gdyby mi się tak bardzo nie podobał już dawno bym z tego wszystkiego zrezygnował. Jednak mi się podoba. Za bardzo podoba! Poza tym jest szansa, że już jesienią w normalnych, a nie sztucznych kontaktach będzie lepiej. Bo teraz to niemal katastrofa. Ale też jest jeszcze coś. Chyba ciężko mi będzie go obdarzyć zaufaniem. Trudno mi jakoś mieć pewność do tego co mówi, wierzyć mu, być przekonanym, że jest czy będzie wierny… Nie wiem. A skoro ja nie wiem, i jest tak jak jest, to pewnie wszystko się zakończy. Chociaż…regułę potwierdzają wyjątki, więc niczego nadal nie wykluczam. A może to on mnie kopnie w dupę? Poniekąd byłoby to chyba najlepsze rozwiązanie na tę chwilę, ale wiadomo, że wtedy jest lekki dół. Ale koniec – nie będę już o tym więcej pisał i teraz zawracał sobie głowy.
Te wakacje, mimo że dość blado wypadające (jak do tej pory) na tle tych poprzednich, czy powiedzmy do 2004 roku wstecz, to jednak mają jedną, bardzo pozytywną stronę. Sporo jeżdżę sobie samochodem i wiem, że tego mi było trzeba. Swojego samochodu nie posiadam, więc moim środkiem lokomocji jest zazwyczaj tramwaj, nogi czy PKP. A tu proszę. Jeżdżę tu, jeżdżę tam. Straciłem sporo wyczucia kierowcy przez ostatnie dwa lata. Prawo jazdy mam już 4,5roku a jeszcze miesiąc temu na zatłoczonym parkingu pod tesco w życiu nie wjechałbym pomiędzy dwa samochody autem 4,7m długości. Przynajmniej jak próbowałem, to prostopadłym przodem się nie udało za pierwszym razem. A teraz już jest lepiej
Hehe chyba wystarczy tego chwalenia i pozytywnego wydźwięku w tej notce, bo pewnie następny wpis będzie wyjątkowo ‘czarny’:D Ale już tak na tym świecie jest, więc co mogę poradzić.. Zatem gra muzyczka, ja po raz już nie wiem który w te wakacje zagram w saperka, a zaraz potem wyjdę na słońce, coby brązowieć No i rozważyć muszę jeszcze jedną rzecz – publikować te zapiski na blogu czy też nie.
07.08.2008 08:56 PM
Laptop na kolanach, drzwi balkonowe otwarte i chłodne powietrze wprowadza przyjemną atmosferę. Może nie tyle chłodne, ile ciepłe, ale relaksujące. Dziś sobie trochę popracowałem, w sensie pomagałem u sis. Powracają bóle kręgosłupa. W tej materii Ameryka dała mi nieźle w kość, co w ciągu ostatniego roku dane mi było odczuć już kilka razy… I to bardzo boleśnie.
Ale jak tak dziś pracowałem, to zadzwonił do mnie pewien nieznany mi numer. Okazało się, że dzwoni do mnie pewien pan, coby mnie zawiadomić o tym, że przeszedłem pierwszy etap kwalifikacji. A o co chodzi? Jakiś czas temu złożyłem swoje CV szukając jakiejś roboty na wakacje. Znalazłem w prasie ogłoszenie, że szukają w moim (przyszłym) zawodzie. Dlatego zaryzykowałem i wysłałem je mejlem. Sądziłem, że zostało ono olane, bo przez tak długi okres nie było na nie reakcji, nawet potwierdzenia odbioru wiadomości. No ale za jakieś 10 dni ma być rozmowa vis-a-vis. Hmm trochę, tzn. w pewnym sensie, potwierdza to mojego pecha. Bo jeśli miałoby się okazać, że są jakieś szanse na tę pracę, to pewnie i tak dupa z tego, bo przecież za kilka tygodni wracam na Śląsk. Mógłbym się tylko przekonać, że jestem coś wart, czy nadaję się do tej roboty. Zresztą już raz, po pierwszej praktyce została mi złożona oferta zostania i objęcia dość istotnego stanowiska. Jednak wiązało się to z przejściem na studia zaoczne, przez co zrezygnowałem. Jak się okazało była to dobra decyzja, bo ‘korporacja’ ta już nie istnieje.
Weekend… ostatni nie należy do udanych. Trochę się pospinałem z pięknym, zmarnowałem czasu i nerwów, i tylko niezłego wkurwa zaliczyłem. Niby sprawa się wyjaśniła, ale nadal nie wiem co o tym myśleć, czy uwierzyć, zaufać… Trudne to będzie.
A w ogóle to chyba zmienię nieco swój image :D Zaplanowałem sobie, że zgolę się na łyso, albo niemal łyso. Nie wiem jak będę wyglądał. Wydaje mi się, że może być to ciekawy widok. A jeśli nie, to przecież nic nie tracę. Włosy rosną mi bardzo szybko, w zeszłym tygodniu się ścinałem, a już czuję, że są za długie, więc luz. Przy zmianie tak rewolucyjnej, no może trochę przesadzam, bo przecież mam krótkie włosy, to przydałoby się trochę nowych szmat. Jakaś bluza, ze dwie koszulki i buty. Takie odczuwam potrzeby. Tzn. koszulek mam masę, ale takie w jakichś wakacyjnych kolorach by się przydały, a nie czerń i granat. A bluzy bez kaptura nie mam. Buty? To już niemal konieczność :D A swoją drogą odnośnie włosów… Nie lubię kiedy facet ma długie włosy. A jeśli to już bardzo długie, proste, to po prostu masakra. Zaakceptować mogę tylko większą czuprynę, jeśli wygląda ze smakiem :D
Poza tym nachodzą mnie takie jakieś różne myśli, chęci i pragnienia. Chwilami to mam niezły chaos w główce. No ale nie pozostaje mi nic więcej niż o tym myśleć :D No i wakacje… strasznie chciałbym gdzieś pojechać. W jakieś ciekawe, atrakcyjne miejsce. Trochę pozwiedzać, a potem powygrzewać dupsko w słońcu. No i obowiązkowo samolotem!! Może St. Maarten?
11-08-2008 07:26 PM
Ale ten czas goni, biegnie, zapierdala, etc etc. No ale po kolei. Jak zaplanowałem, tak i uczyniłem. Jestem łysy. No dobra, przesadziłem. Jestem prawie łysy. Zostało mi jakieś 4-5 milimetrów. Ale to tylko z uwagi na to, że więcej pani goląca nie chciała, a ja przecież mam mieć ważną rozmowę. Po niej, koniecznie będę chciał przejechać maszynką po głowie bez żadnej nakładki. Ciekaw jestem, jak wtedy będę wyglądał, bo teraz muszę przyznać, że wygląda to nieźle. Dużo lepiej niż się spodziewałem.
No ale wróćmy do czasu, który tak pędzi. Dopiero był jeden weekend na Śląsku, a tu już minął kolejny, całkowicie w innej części PL. Jeszcze tak dwa czy trzy weekendy i trzeba się będzie zacząć uczyć do tej pieprzonej poprawki! Nie bardzo mi się to widzi, boję się o efekt takiej wakacyjnej nauki, bo rozkojarzony jestem strasznie. Szczególnie ostatnio ciągle mi takie rzeczy w głowie, że coś.. Wpadłem na kolejny „super” pomysł. Tym razem chcę zrobić prawo jazdy kategorii A i zakupić sobie sportowy motocykl. To chyba zasługa tej łysiny na głowie:D Co prawda nie jestem to plan na już, najpierw muszę sobie kupić swój własny, osobisty samochód osobowy, ale nigdy wcześniej motocykla mieć nie chciałem, szczególnie takiego.
Faceci…o braku tego i owego wspominał nie będę. Za to dziś z nieco innej beczki. Przypadkowo poznałem pewnego faceta. Jak się okazało niezłe z niego ziółko. Szuka jakiegoś tam kumpla do znajomości i łóżka, nawet w formie stałego związku, ale… No właśnie. Koleś ma kobietę! Nie wiem czy żonę, czy jeszcze tylko dziewczynę, ale ma kobietę. No i tak chce być w dwóch związkach jednocześnie. No co jak co, ale ja na coś takiego nigdy bym się nie pisał. Nie wyobrażam sobie, żeby mój szwagier zdradzał moją sis z innym facetem. W ogóle nie wyobrażam sobie, żeby mógł ją zdradzać, a z facetem to już w szczególności:D No i tak jakoś nie mogłem się oprzeć, żeby nie opisać tego mojego spostrzeżenia.
Klawisz Y nadal nawala. Chyba jednak zadzwonię numer do serwisu i oddam kompa. Będzie mi go brakować, ale lepiej teraz to naprawiać póki gwarancja jest, a nie potem bulić za to jak za zboże.
Dziś zapowiada się mini impreza. Znowu powinny być bum-bumy. Bardziej kopią niż sama wódka, no i zabawnie jest…bum-bum-bum-bum!! :D
Aaaa no i jeszcze jedno. Postanowiłem opublikować jednak te kilka wpisów.
depesza
24.07.2008 :: 14:48 Komentuj (2)
żyję!
choć jest inaczej niż to jak miało być, a co wynika z poprzedniego wpisu
wakacyjnie
26.06.2008 :: 23:14 Komentuj (3)
się zrobiło.
zajęcia się już dawno skończyły, sesja skończyła się wczoraj. jutro wyjeżdżam na tydzień do rodziców, a w przyszły weekend już do NL.
szybko ten czas upłynął. wczoraj poświętowaliśmy trochę, potańczyli i w ogóle. jedna kumpela stwierdziła, że mimo iż pedałem jestem, to moglibysmy się na randki umawiać, a druga, że jak facet fajny, to ksiądz albo gej. hmm nie wiem czy coś chciały, że były tak miłe, ale przyjemnie się czasem takie rzeczy słucha.
swoją drogą dziwnie jest, jeśli dziewczyny tak mówią, ma się powodzenie u płci przeciwnej, a faceta brak. mimo różnych odczuć chciałbym od jesieni mieć kogoś u boku, bo jak nie to w końcu oddam się karierze zawodowej - ta jest wyjątkowo czaso- i relacjochłonna.
znalazłem w sieci - lubię facetów z zarostem takim jak tu...

nie żebym był fetyszystą owłosienia, ale podoba mi się :)
notka na wakacje miała być inna, lepsza, wyjątkowa. zawierać jakiś bilans czy coś w tym stylu. ale nie. nie chcę się zastanawiać. chcę ze spokojem wejść w lato. chcę odpocząć. chcę się przygotować na ciężką mimo wszystko jesień, która mam nadzieje, że chociaż miła i przyjemna będzie.
tymczasem kończę oglądanie seksu w wielkim mieście, w którego nałóg oglądania wpadłem ostatnio. no i cieszę się z wejścia hiszpanów do finału euro - mam nadzieje, że wygrają.
tymczasem wszystkim życze udanych wakacji. jeśli w NL będę miał dostęp do sieci, to od czasu do czasu coś skrobnę :)
aaa i prezent na wakacje:

archiwum
2008kategorie
linki
Gejowisko